Kalejdoskop

logo twoja krew

W dniach 20 - 22 X 2017 r. uczniowie - wolontariusze naszej szkoły brali udział w działaniach w kinie Helios w Opolu mających na celu promocję honorowego krwiodawstwa.

W dniu 24 X 2017 r. ci sami uczniowie włączyli się w XV Opolską Wampiriadę. Wsparcie uczniów naszej szkoły zostało docenione przez organizatorów (Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Opolu) tak dalece, że zostaliśmy współorganizatorem przedsięwzięcia!

W akcję zaangażowali się głownie uczniowie klas I E i III A

Dziękujemy wszystkim wolontariuszom za zaangażowanie

  Pamiętam, że była to połowa października. Wtedy nasza klasowa przewodnicząca powiedziała nam o wolontariacie w akcji pt. „Wampiriada”. Przyznam szczerze, że nie do końca wiedziałam o co w niej chodzi. Wiedziałam tylko, że dotyczy ona oddawania krwi. Stwierdziłam, że czemu nie? Zgłosiłam się więc, właściwie bez większego zastanowienia.

  Pierwszym krokiem było spotkanie z wolontariuszy. Właściwie dopiero tam dowiedziałam się, co będę robić. Przez trzy dni: piątek, sobotę i niedzielę, poprzebierani Halloweenowo wolontariusze mieli zachęcać ludzi do udziału w „Wampiriadzie” i do oddawania krwi. Dostaliśmy wiele wskazówek, w tym taką, że „przebranie im straszniejsze, tym lepsze”. Oczywiście wzięłam ją sobie do serca.

  Po spotkaniu i otrzymaniu koszulek od Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, wszyscy zaczęliśmy się zastanawiać nad przebraniami. Postawiłam na coś związanego z oddawaniem krwi – pielęgniarkę. Ale nie taką zwykłą. UMARŁĄ pielęgniarkę. Bardzo optymistycznie, czyż nie? Od razu następnego dnia zajęłam się przygotowywaniem przebrania, co nie było tak łatwe, jak by się mogło wydawać. Ale wydaje mi się, że podołałam wyzwaniu.

  W końcu nadszedł dzień wolontariatu. W piątek, 20 października, zaraz po lekcjach poszłyśmy do Solarisa. Nie powiem, że czułam się komfortowo w czasie charakteryzacji w toalecie, bo nie czułam, ale czego się nie robi, żeby osiągnąć zamierzony efekt!

  I w ten oto sposób, około godziny 16:00, wszystkie odpowiednio ucharakteryzowane, stanęłyśmy w kinie Helios. Dobrałyśmy się w pary, gdzie jedna osoba rozdawała ulotki, a druga cukierki. Swoją drogą, bardzo dobre cukierki.

  Początkowo czułam się trochę niezręcznie, gdy wszyscy patrzyli na nas, jakbyśmy się z choinki urwały. Dodając do tego fakt, że nie lubię być w centrum uwagi, to początkowo trudno było mi się rozluźnić pod wzrokiem przechodzących osób. Pomógł mi jednak fakt, że nie stałam tam sama i w końcu przestałam zwracać uwagę na krzywe spojrzenia.

  Najpierw ruch był niewielki, więc mogłyśmy na spokojnie, z uśmiechem i koszem cukierków podchodzić do każdego i zapraszać na „Wampiriadę”. Z biegiem czasu nasz skład się wykruszał, a ludzi było coraz więcej, ale i tak jakoś dawałyśmy radę.

Właściwie, dzięki temu wolontariatowi, zaczęłam podziwiać każdego, kto pracuje z innymi ludźmi. Nie wiedziałyśmy, jak dana osoba zachowa się, gdy do niej podejdziemy. Nie wiedziałyśmy, jaki ma danego dnia humor, ani czy się gdzieś spieszy, czy nie. W końcu nie czytamy w myślach. Ale nie przeszkodziło to kilku osobom w rzuceniu złośliwej uwagi na nasz temat. Takie coś potrafi czasem podciąć skrzydła. Na całe szczęście, takie osoby pojawiały się bardzo rzadko, wręcz sporadycznie, więc nie poddawałyśmy się.

  Mówi się, że Polacy, to taki smutny naród. Ja się jednak nie zgadzam z tym stereotypem. Jasne, zdarzają się wyjątki, ale w ciągu tych kilku godzin, udało nam się porozmawiać z wieloma miłymi osobami. Znaczna większość, podejrzewam, że około 95%, przystawała koło nas, aby wysłuchać, co mamy do powiedzenia, a niektórzy nawet znaleźli chwilę, żeby z nami porozmawiać i pożartować. Zdarzały się też przypadki, gdzie ludzie sami do nas podchodzili i pytali co to za akcja. To dawało nam ogromnego kopa do dalszego działania.

  Do domu wróciłam około 21:00. Po kilku godzinach stania i rozdawania ulotek byłam naprawdę zmęczona, ale również szczęśliwa i dumna z samej siebie. Jeżeli udało mi się zachęcić choć jedną osobę do oddawania krwi, która może komuś uratować życie, to już jest to dla mnie dużym sukcesem. Co prawda nie mogłam pomóc komuś bezpośrednio, ale może udało mi się zachęcić do tego innych. Ta świadomość naprawdę podniosła mnie na duchu i dała mi wielką dawkę optymizmu.

  Wtedy jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że warto pomagać.

tekst: Aleksandra Grzywa - kl. I E

  

Logowanie