Religia i etyka

Religia i etyka

przypinka.jpg

Maraton Pisania Listów z Amnesty International 2014

Dnia 11 grudnia 2014 r. w naszej szkole odbył się Maraton Pisania Listów z Amnesty International – międzynarodową organizacją zajmującą się przestrzeganiem praw człowieka na świecie. Organizatorem tegorocznej akcji był mgr Marcin Szymański, a pomagali mu uczniowie z klasy 2D oraz uczniowie uczęszczający na zajęcia etyki. Maraton Pisania Listów to ogólnoświatowa akcja rozpoczęta przez Polaków w 2001r., mająca na celu obronę osób, których prawa zostały naruszone lub złamane. Co roku dzięki tej akcji udaje się realnie wpłynąć na poprawę sytuacji kilku lub kilkunastu osób z całego świata, których bronimy pisząc listy do prezydentów, premierów i rządów danych krajów.

W tym roku w naszej szkole pisaliśmy w sprawie: Raifa Badawiego z Arabi Saudyjskiej, Olega Sieńcowa z Ukrainy, John Janette z Norwegii, Chealsea Manning z USA, Mosesa Akatugby z Nigerii, społeczności Bhopalu z Indii oraz Daniela Quintero z Wenezueli. List mogła napisać każda osoba, która chciała wyrazić swój indywidualny sprzeciw wobec łamania praw człowieka.

Z roku na rok coraz więcej osób angażuje się w Maraton, co pokazuje rozwijanie się świadomości społeczeństwa w sprawie przestrzegania praw człowieka. W naszej szkole łącznie zebraliśmy 337 listów, najwięcej wpłynęło w sprawie Raifa Badawiego – blogera z Arabii Saudyjskiej, skazanego na 10 lat pozbawienia wolności oraz karę 1000 batów za założenie strony internetowej „Saudyjscy Liberałowie”, służącej do prowadzenia politycznej i społecznej debaty, oraz szkalującej islam. W obronie wszystkich bohaterów tegorocznego Maratonu na całym świecie napisano już 1 367 994 listów, a w naszym kraju tegoroczną akcję można nazwać rekordowym Maratonem – napisano już ponad 237 000 listów.

Tekst: Iga Ryczkowska kl. 2C

O pięciu latach w parafii Przemienienia Pańskiego, siłowni, dyskotece i ewangelizowaniu w języku hiszpańskim rozmawialiśmy z ks. Piotrem Wojtalą

 

Ks. Piotr Wojtala, który od 2005 roku był wikarym w naszej Parafii, we wrześniu rozpoczyna w warszawskim Centrum Formacji Misyjnej przygotowanie do wyjazdu na misje w Boliwii.

Cofnijmy się myślami 5 lat wstecz. Był Ksiądz wówczas wikarym w Ligocie Turawskiej i czekała Księdza zmiana z niewielkiej parafii wiejskiej na dużą parafię miejską. Jak Ksiądz przyjął tą zmianę?

Gdy przyszedł dekret księdza biskupa cieszyłem się, ale przyznaję, że trudno było mi rozstawać się z tamtą parafią. Była to moja pierwsza parafia po seminarium, moje pierwsze zderzenie z duszpasterstwem, a mówią, że pierwsza parafia to jak pierwsza miłość. Bardzo lubiłem to, co tam się działo i nie miałem wyobrażenia, że może być inaczej. Miałem wspaniałego, starszego proboszcza śp. ks. Jerzego Obsta, który dzielił się ze mną swoimi mądrościami duszpasterskimi. Ciężko było mi zostawiać tamtych ludzi, stąd smutek i obawa, ale była również radość, tutaj proboszczem wówczas został ks. Tadeusz Muc, którego znałem wcześniej, co rodziło nadzieję na nowy początek. Tym samym dla mojego kapłaństwa nastała wiosna.



Zaczynał Ksiądz pełen energii?

Dokładnie. Największa parafia, na największym osiedlu w Opolu, w nowym składzie duszpasterzy, stąd nadzieja, że tu będzie się dobrze działo.


Ta energia została do dziś?
Została. A myślę, że dowodem na to jest smutek, który teraz odczuwam. Strata, pożegnania, podsumowania i żal, że się zostawia... zostawia na zawsze, bo może z niektórymi rzeczywiście gdzieś kiedyś się nam uda spotkać, ale z niektórymi już się nie spotkam, bo takie jest życie...

Przenosi się Ksiądz na inny kontynent, to chyba oczywiste, że będzie trudno Księdza przypadkiem spotkać?

Faktycznie tak jest. Mogłem już być proboszczem. Ksiądz biskup wezwał mnie i pytał czy przyjmę nominację na proboszcza czy podtrzymują chęć wyjazdu na misje. Wybrałem posługę misyjną.

To znaczy, że Ksiądz wcześniej deklarował, że chce zostać misjonarzem?

Tak, ta decyzja dojrzewała we mnie od wielu lat, a tak mocno - od sześciu lat.



Co wydarzyło się 6 lat temu?

Gdy byłem wikarym w parafii św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Ligocie Turawskiej, poznałem bp Bonifacego Antoniego Reimanna OFM, który wywodzi się z tamtejszej parafii, a który w młodości wyjechał na misje do Boliwii i tam po 25 latach został biskupem. Przeżywałem w jego rodzinnej parafii prymicje biskupie, a także skorzystałem z zaproszenia i w czasie urlopu poleciałem do niego do Boliwii. Przez niego Duch Święty zasiał we mnie taki niepokój, by być tam, by dzielić się swoją wiarą z tamtymi ludźmi.

Od tego czasu powołanie misyjne dojrzewało?

Tak, coraz bardziej. Jest mi tu niezwykle dobrze w tej parafii, nawet nie życzę sobie by było lepiej. Moje życie tutaj to duszpasterstwo. Msze św., konfesjonał, kancelaria parafialna, nauki przedchrzcielne, spotkania ze studentami, przygotowania do bierzmowania, odwiedziny chorych. To było całe moje życie. Od początku nie mam telewizora i nigdy nie poczułem jego braku. Nie miałbym nawet czasu na oglądanie


Które grupy parafialne Ksiądz prowadził?
Formalnie przypisane były mi dwie grupy: Neokatechumenat i Wspólnota Apostolstwa Dobrej Śmierci. Spotkania z tymi ludźmi, przeżywającymi swój charyzmat, wiele mi pomogły. W Neokatechumenacie ujęła mnie otwartość, bliskość z ludźmi, dzielącymi się swoimi problemami. Miałem również cotygodniowe spotkania z kandydatami do bierzmowania, które bardzo lubiłem. Młodzież z roku na rok coraz bardziej się do mnie garnęła. W minionym roku 2009/2010 miałem w grupie blisko 70 osób. Nie tylko byłem duszpasterzem, kierownikiem duchowym czy prowadzącym spotkania, ale również sam doświadczyłem prowadzenia i wiary od osób świeckich, które zapewne o tym nawet nie wiedzą, że stały się dla mnie przewodnikami - za co im dziękuję.



A spotkania ze studentami, o których Ksiądz wcześniej wspominał?

To taka nieformalna grupa. Często spotykałem się z kilkoma studentami Politechniki Opolskiej, którzy często przychodzą do kościoła. Również odwiedzałem ich w akademiku. Czasem usiedliśmy na ławce i rozmawialiśmy. Utrzymuję kontakt również z małżeństwami, które błogosławiłem, a potem chrzciłem ich dzieci. Wprawdzie rzadko, ale czasem udaje nam się spotkać.


Był Ksiądz katechetą w Liceum Ogólnokształcącym nr V. Jak Ksiądz wspomina ten czas pracy z młodzieżą?
W Liceum Ogólnokształcącym nr V, wchodzącym w skład Zespołu Szkół im. Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego, byłem jedynym katechetą, dlatego miałem kontakt ze wszystkimi uczniami. Dodam, że przez rok uczyłem również w Ochotniczym Hufcu Pracy na ul. Torowej. Ale wracając do pytania, pracę w liceum wspominam bardzo dobrze. Jest to szkoła, do której uczęszcza młodzież nie tylko z Opola, ale również z różnych stron Opolszczyzny. Panuje tam miła atmosfera, którą stwarza dyrekcja Zespołu Szkół na czele z panią dyrektor Danutą Katorosz. Klimat jest wyjątkowy, bo wyjątkowy jest patron - Prymas Tysiąclecia. Stąd każdego roku organizowany jest Tydzień Prymasowski, rekolekcje szkolne i Msza św. patronalna, w której uczestniczy cała społeczność szkolna. Dodam, że uczniowie sami dbają zarówno o oprawę muzyczną, jak i liturgiczną tej Eucharystii. Zawsze cieszyło mnie, że moi uczniowie chętnie brali udział olimpiadzie teologicznej, konkursie biblijnym Civitas Christiana i konkursach wiedzy o patronie. Fenomenem jest, że prawie w stu procentach przychodzili na lekcje religii. Nawet ewangelicy. Dodam, że wśród moich absolwentów są  kandydaci, którzy przygotowują się do służby kapłańskiej. To dla mnie ogromny powód do radości. Tę szkołę będę zawsze miał w swoim sercu.



Do takiej wyjątkowej szkoły chyba każdy by chciał chodzić. Ale wróćmy do naszej parafii. Wieczorami to chyba najczęściej można było Księdza zobaczyć biegającego w parku.
Zgadza się. A dzięki bieganiu bardzo dużo osób poznałem. Jak pojawia się nowy biegacz to często na tydzień, dwa, czasem miesiąc i potem odpada. Ale ci stali są zawsze i ich się pamięta. Tak samo na siłowni, gdzie od dwóch lat chodzę. Wiele dobrych rzeczy się tam podziało. Dwukrotnie dorosłe osoby chrzciłem, udzielałem Komunii św. i bierzmowałem. Jedni prosili o poświęcenie domu, innym udzielałem sakramentu małżeństwa. Oni wiedzieli, że ksiądz jest i mają do niego dostęp. Kilkakrotnie byłem również z młodzieżą na dyskotece. Przecież nie można być z nimi tylko w szkole, gdy się uczą, trzeba również być z nimi, gdy się bawią, gdy przezywają swe radości.


A były też trudne wydarzenia?
Były. Miałem starcie z dwoma osiłkami, którzy naskoczyli na mnie w siłowni, że nie mam prawa korzystać z takich rozrywek, powinienem się modlić, a nie przychodzić ćwiczyć.

Jak Ksiądz sobie poradził?

Odbyliśmy rozmowę. Na siedząco, ale w bardzo ostrych słowach. Wszystkie żale, jakie mieli na Kościół, to wylali na mnie. Dzisiaj bym inaczej pokierował tę rozmowę, ale w tamtym momencie odpowiedziałem im na ich poziomie, ostrymi słowami i rozmowa się skończyła. Na siłownię nie przestałem chodzić. A z biegiem czasu i z jednym i z drugim się pogodziliśmy, podaliśmy sobie ręce.

Opowie Ksiądz o wzruszających momentach, które przeżył Ksiądz w naszej parafii?

Wzruszające są spotkania z absolwentami liceum, w którym uczę. Gdy przyjeżdżają do szkoły mnie odwiedzić, gdy spotykamy się na ulicy, a oni z daleka wołają „Szczęść Boże". Pamiętam, jak jeden z chłopaków przyszedł pokazać mi swoją dziewczynę, z pytaniem czy może być taka. Wzruszają mnie również tragedie, które dotykają ludzi. Pamiętam pogrzeb dziecka, które urodziło się martwe, czy tragedie matek przeżywających poronienie. To bolesne wydarzenia, które poruszają serce.

Rozmawialiśmy o tym, co mija. Teraz czas na rozmowę o tym, co będzie. Podjął Ksiądz decyzję o wyjeździe na misje. Jak Ksiądz myśli, będzie trudno żyć w Boliwii? Inny kontynent, inna kultura, inny język.
Mam głosić Ewangelię w języku, którego nie znam jeszcze. Dlatego od września przez blisko rok będę w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie, gdzie będzie nas dwudziestu kandydatów: 2 osoby świeckie, 6 sióstr zakonnych, zakonnik i 11 księży diecezjalnych, w tym z diecezji opolskiej oprócz mnie ks. Paweł Chudzik z Nysy, który na misje pojedzie do Peru.

Co będzie Ksiądz robił w tym Centrum?

Wkuwać. Przede wszystkim język hiszpański, ale będzie prowadzona również formacja misyjna. Będziemy poznawać kulturę, medycynę tropikalną. Będziemy spotykać się z misjonarzami z całego świata, poznawać trudności, jakie nas czekają, a jednym z nich jest brak funduszy. Kościoły powstające na misjach nie są w stanie się utrzymać, stąd ich biskupi jeżdżą po całym świecie prosząc o wsparcie finansowe. Pytałaś o trudności, ostatnio biskup z Boliwii mówił o walkach gangów, w których zginęły dwie osoby. Narkotyki, alkohol, socjalistyczne rządy, zagrożona polityka prorodzinna - to są realia Boliwii.

Kiedy Ksiądz wyjedzie do Boliwii?

W przyszłe wakacje. Biskup z Boliwii obiecał mi, że przyjedzie wtedy do Polski na dłuższy urlop i mnie zabierze ze sobą. Myślę, że będzie okazja byście go tu w parafii poznali.

Jak długo Ksiądz tam będzie?

Bilet jest w jedną stronę. Nie ma i nie może być określonej daty powrotu. Wszystko pozostaje w rękach Bożych. Formalnie podpisuje się pięcioletni kontrakt plus rok w Warszawie w Centrum Formacji Misyjnej. Gdy kontrakt się skończy, wraca się do diecezji opolskiej i kończy swoją misję, ale jest tak, że gdy misjonarz chce zostać na misjach, kontrakt można przedłużyć.


Jak często będzie Ksiądz przylatywał do Polski?
Misjonarz ma trzymiesięczny urlop raz na trzy lata. Gdy ważne okoliczności wzywają do Polski, można przylecieć częściej, ale łatwe to nie jest, gdyż bilet lotniczy kosztuje ok. 7000 zł.

5 lat temu mówił Ksiądz, że zamierza wszystkim opowiadać o miłości Boga do każdego człowieka. Podtrzymuje Ksiądz ten zamiar?

Wypowiadając te słowa na pewno nie myślałem o wyjeździe na misje, a teraz gdy mi je przypomniałaś, widzę, że moja decyzja wyjazdu do Boliwii koresponduje z tym, co noszę w sercu od dawna. Uspokaja mnie to. Tak, chcę z pomocą Bożą, opowiadać o Bogu wszystkim, również sobie samemu.

Co Ksiądz chciałby powiedzieć na pożegnanie Parafianom z Przemienienia Pańskiego?

Uśmiecham się teraz. Tego uśmiechu nie zobaczycie, czytając wywiad, ale przyznaję, że brakuje mi słów. Dziękuję wam, ale także proszę was o modlitwę. Czujcie się za mnie odpowiedzialni. Nie zapomnę o was - to wam mówię ja, Piotr Wojtala, ksiądz i misjonarz. A gdyby ktoś chciał wesprzeć misje, to jest taka możliwość, można się w tej sprawie ze mną kontaktować. Również mogę przyjąć intencje mszalne, również mszy gregoriańskiej. A wracając do podziękowań, to chciałbym podziękować także moim współbraciom kapłanom - księdzu proboszczowi Tadeuszowi i księżom wikarym: ks. Józefowi, ks. Marianowi, ks. Mariuszowi, ks. Andrzejowi, ks. Wojciechowi i ks. Markowi. Mam nadzieję, że z Warszawy jeszcze dane mi będzie do was przyjechać, a potem liczę na to, że parafia Przemienienia Pańskiego uda się na pielgrzymkę do Boliwii, gdzie nie brakuje pięknych miejsc i niezwykłych cudów.

Rozmawiała Ania Kwaśnicka

Wywiad z księdzem Piotrem jest  na stronie internetowej Parafii Przemienienia Pańskiego w Opolu

Logowanie